EOS
Nie są to tanie balsamy, jednak biorąc pod uwagę ich wydajność i oczywiście ładne opakowanie, to cena około 20-40 zł jest do przełknięcia. Balsamy znajdziemy w najróżniejszych smakach, które w większości nie pachną dla mnie bardzo naturalnie. Przyznam , że nazwy różnią się trochę od zapachu, który wydobywa się z produktu. Przyznam, że byłam tym trochę zawiedziona. Balsamy są słodkie w smaku i nie pozostawiają na ustach tłustej, męczącej warstwy. Może być to plusem dla osób, które doceniają lekkość w tego typu produktach, ale jeśli oczekujemy dużego nawilżenia, to możemy się rozczarować. EOS-y wprawdzie stanowią pewną barierę ochronną, ale nie uleczą spierzchniętych ust i to jest właśnie ich minus jak dla mnie :)
Dobra a teraz balsam do rąk EOS
Jest to krem do rąk w 96% składający się z naturalnych składników: masła Shea, ekstraktów z owsa, aloesu i wielu innych. Łatwo się wchłania i przyjemnie pachnie. Zapewnia 24 h nawilżenie.
Po pierwsze ma super opakowanie. Różowe, poręczne, małe, idealne do torebki. Zawiera 44 ml produktu. Cena tego balsamu to koło 22 zł .
Konsystencja jest bardzo lekka, przypomina mleczko. Bardzo delikatnie zabarwiona na różowo. W moim przypadku mam lekko wysuszone dłonie i mi pomógł ale mojej koleżance już nie ponieważ jej dłonie są bardzo przesuszone i krem nie zdołał jej oczekiwaniom :)
Szkoda, że nawilżenie jest tak delikatne, ale z drugiej strony te kremy będą idealnie sprawdzać się na lato, gdy nie potrzebujemy tak bardzo treściwych wspomagaczy. Podobnie jeśli chodzi o zapach. Jedni będą zachwalać to, że jest tak delikatny a inni będą narzekać, że za tą cenę spodziewali się czegoś lepszego. Nie mniej jednak uważam, ze EOS wypuścił bardzo fajne gadżet.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz